
Zebrała mi się ochota na kolejny wpis i do tego na kolejne pseudografomańskie popisy, więc dlaczego by nie wykorzystać do tej okazji niedawno odkurzonego bloga? Jadymy, jakby to rzekł Dymitr.
Macie czasem okazję nie pójść tak jak trzeba? Zrobić coś na przekór zakładanym planom? Złamać koncepcję, zaskoczyć, rozszarpać schemat? Gdybym ja dostawał grosik za każdą taką myśl, kiedy tylko się pojawia, to dziś leżelibyśmy sobie z Marią na leżakach na Hawaii. I co gorsza, na jaką muzykę bym nie miał ochoty, to zawsze, średnio raz na dzień, objawi się utwór, który na to właśnie nakierowuje.
Tym razem utwór tytuł ma taki jak i post, a w wykonaniu jest Kuby Badacha, który reanimował muzykę Andrzeja Zauchy, swoją drogą płyta z cyklu 'o wow!' jak dla mnie, szczególnie 'Zakochani Staruszkowie' i 'Byłaś serca biciem'. Badach to w ogóle jest jakiś przypadek niereformowalny, bo kiedyś jego potencjał oceniałem bardzo nisko, a tymczasem wchodzi mi powoli w kanon tych polskich muzyków, których, cholera, puszczę pokoleniom, jak już będą na to gotowe.
Czemu ta piosenka tak mnie nastroiła o godzinie 02:11 i wcześniej? A no:
Ty się śmiejesz z moich marzeń, chcesz na ziemi mocno stać A ja z głową w chmurach łażę i nie umiem asem grać, I nie umiem asem grać, hmm.
Co prawda spersonifikować adresata tejże zwrotki byłoby trudno dla mnie, jeśli miałbym się odnieść do mojego przykładu, natomiast co do mnie to już się zgadza. A tak przynajmniej to widzę.
Bo głupio tak potem, za 10 lat, pomyśleć sobie - Psia krew, cholera jasna, gdybym ja te 10 lat temu zrobił co trzeba, a nie tylko siedział i się zastanawiał i wypisywał, że się zastanawiam na blogu, to dziś może zamiast wspominać zmarnowane 10 lat temu szanse, byłbym (wpisać względem uznania).
Cały czas mi się to przewija, jakby chodził za mną jakiś już ostro zirytowany Anioł Stróż i podrzucał co i raz wskazówki, klnąc sobie swojsko pod nosem na moją cipciowatość.
Przykład - Into the Wild - film genialny, soundtrack genialny, wolność i uroda tego filmu - genialna. A tam - spełnianie marzeń, łapanie chwili. Teraz już tylko czekam na billboardy i ogłoszenia w gazetach.
Ale koniec z tym biadoleniem, bo i tak ... nic nie zrobię w związku z tym. Szczególnie, że zaczęło mi się na tym marnym kierunku jakoś tam powodzić. Nie żeby genialnie, ale nie na tyle źle, by od razu to skreślać.
Teraz czas na muzykę, bo poza Badachem, przypomniała mi się idolka z lat dzieciństwa.Natalia Oreiro!
Jej dwa wspaniałe, kiczowate, aczkolwiek wspaniałe utwory przypominają młode czasy, kiedy jeszcze było się szalonym 9-10 latkiem. No i ta wielka miłość do Cholito <3 Cambio Dolor, czyli utwór przewodni Zbuntowanego Anioła i Me muero Di Amor, czyli piosenka obarczona tak wielkim emocjonalnym potencjałem, że wykorzystywana była w serialu w każdej namiętnej scenie. To uczyniło ją taką wyjątkową i wpisało na listę tych piosenek, do których będę miał sentyment, choćby mi powiedziano, że powoduje ona raka mózgu.
Sama Natalia, no cóż, mogła to by być moja odpowiedź na Roberta, ale w sumie to i tak jest wersja prototype, bo po wszystkich udoskonaleniach i ulepszeniach względem starej wersji przyszła do mnie inna taka, z tą wspaniałą kropką nad lewą stroną ust. ;* ;] LEWĄ!
Był Badach, była Natalia, teraz pozostaje Andrzej Lampert. Jego głos, jego siła i jego wiarygodność, liryczność i urok głosu dają mi tą magię, której rzadko od piosenek nawet wymagam, bo do za dużo na zwykłych twórców. 'Uwielbiaj duszo moja'. No naprawdę, dawno mnie piosenka tyle nie trzymała, chyba całą tą moją przygodę w Warszawie jak do tej pory. Lampercie, weź Ty się chłopie ogarnij, daj sobie spokój z PIN i nagrywaj coś, co podrywa do życia i daje uśmiech. O!
Dobra, chyba już dosyć jest późno, długo się pisało.
Dziś z Nią, jutro z Nią, bosko jest.
M ;*

Maro, nie wiedziałem, że znowu piszesz. Cieszę się, że powróciłeś. Mam nadzieję, że doczekam się kolejnych wpisów.
OdpowiedzUsuńPS Natalia Oreiro - nawet ładna Pani : P .
Maro, nie wiedziałem, że znowu coś piszesz. Mam nadzieję, że doczekam się kolejnych wpisów.
OdpowiedzUsuńPS Natalia Oreiro - nawet ładna Pani : P