sobota, 4 kwietnia 2009

Czy trzeba?


Czy trzeba tego pana przedstawiać? Naprawdę? Czy trudno poznać, że to współczesny król popu, najlepszy tancerz wśród piosenkarzy, najlepszy współczesny wokalista muzyki popularnej, najlepiej ubrany i najbardziej uwodzicielski gwiazdor najwyższego formatu? Przecież widać wyraźnie, że postać ze zdjęcia obok, a jednocześnie postać o której posta zabraknąć nie mogło to Justin Randall Timberlake.

Zaczynał w klubie Myszki Micky. Poznał tam swoje natchnienie do Cry me a river, czyli Britney Spears. Dalej jego kariera nabierała tempa, by w końcu posadzić go dziś na absolutnym topie.

Najpierw było N'Sync. Ale jako, że nie jestem jakimś wielkim fanem boysbandów, to odpuszczę sobie wspominanie ich twórczości za czasów Justina. Wystarczy mi Girlfriend zagrane z Nellym.
Potem rozpoczęła się kariera solowa. Rozpoczęła się płytą zatytułowaną Justified. Z tejże płyty jestem gotów polecić choćby Senioritę nagraną z Pharellem Williamsem, wspomniane już Cry me a river nagrane z Timbalandem czy świetne Rock Your Body. Innych wskazywać nie będę - no może Never Again, jako, że lubię także Justina śpiewającego - gdyż czasu Wam musi pozostać na resztę, która nadchodzi.

Po Justified musieliśmy trochę poczekać na nową płytę. W tym czasie jednak nie pozostawił nas z pustymi rękami. Work it z Nellym, Headsprung z Keri Hilson, Signs ze Snoopem, a także My Style i Where is the love z The Black Eyed Peas miały nam dodać otuchy w czasie, gdy Justin przygotowywał dla nas prawdziwe arcydzieło.

FutureSex/LoveSounds, wydane 12 września 2006, to jeden wielki sukces. Piosenka po piosence słucha się tego z niesamowitą przyjemnością i momentami nogi same rwą się do tańca, a usta same składają się do śpiewu. Mój osobisty faworyt forever: My Love. Oczywiście słuchałem jej tyle, że już mi się przejadła, ale jest doskonała. Dalej - What Goes Around, Comes Around. Cudna jest wersja oryginalna, jednak dla smakoszy jest także występ z Paryża. Schemat płyty w pewien sposób łamie (Another Song) All Over Again - ckliwa, ładna balladka dla tych, co zmarnowali swoją szansę, a chcą dostać ją po raz drugi. Inne świetne kawałki to LoveStoned, Losing My Way, SexyBack, Until the end of time, Summerlove i SexyLadies. Pozostałe po prostu nie są aż tak dobre, co nie znaczy, że nie warte słuchania. Te jednak są lepsze.
Trzeba jednak to lubić. Ja mogłem tego słuchać godzinami, jak tylko pierwszy raz usłyszałem którąkolwiek z wyżej wymienionych piosenek.

Od tego czasu Justin oczywiście nie próżnuje. Release i Give it to me z Timbalandem, Rehab z Rihanną, 4 Minutes z Madonną, a także ostatnio popularne Love, Sex, Magic ze Ciarą i Dead & Gone z T.I. to dowody na to, że bynajmniej Timberlake nie stracił na sile.

Kurna. Nie chcę mu słodzić, bo to wręcz podchodzi pod homoseksualne uwielbienie. Ale jest świetny, po prostu. Taniec, styl, śpiew, wszystko się w nim zgadza. Najbardziej imponuje przemiana. Z miękkiego, naprawdę dramatycznego wizerunku chłopca z boysbandu stał się jednym z największych uwodzicieli współczesnej kultury popularnej. Tymczasem w życiu prywatnym pozostaje w związku monogamicznym z Jessicą Biel i mają się razem świetnie. Oby tak dalej.

Gdybym, idąc ulicą, został zapytany o idola i wskazanie kogoś spośród muzyków, aktorów, polityków bez zastanowienia wskazałbym jego. I niech to będzie najlepszy obraz tego, jak go traktuję. Jako idola.

Temczasem HUGE [BLASK OF M<33]

P.S. Zrobię coś czego nie powinienem - polecę piosenkę innego artysty w poście o Justinie. Ale nie mogę przejść obok niej obojętnie, skoro tak do mnie trafia akurat teraz. Robin Thicke - Lost Without U

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz