Idoli znajduje się patrząc na wiele aspektów. W dzisiejszych czasach idolem może stać się praktycznie każdy, kto zaimponuje drugiej osobie w jakikolwiek sposób. Im mniej wymagająca widownia, tym łatwiej jest się jej przypodobać. Ja jednak do takich nie należę...
W przeciągu mojego stosunkowo krótkiego życia idoli miałem dość sporo. Kto jednak traktowałby poważnie Spidermana, Power Rangers czy Żółwie Ninja jako prawdziwy autorytet. Mój stosunek do nich można więc nazwać bardziej dziecięcym zafascynowaniem niż prawdziwym stawianiem sobie za wzór. Parę lat od tego czasu minęło, trochę więcej wiem i dużo więcej wiem o sobie. Dziś idoli również mam paru, jednak nie są oni już postaciami z kreskówek(no chyba, że Eric Cartman z 'South Park'). Jednym z nich jest Kanye West (zdj. obok). I o tym muzyku właśnie będzie dzisiejszy wpis.
Na początek trochę biograficznych formalności:
Kanye Omari West (ur. 8 czerwca 1977 w Atlancie w stanie Georgia) – wielokrotnie nagradzany amerykański producent muzyczny i raper. Artysta współpracował z wieloma wykonawcami. Jest również założycielem wytwórni płytowej GOOD Music. Jego maskotką i symbolem jest pluszowy miś nazywany The Dropout Bear, który pojawił się na okładkach trzech jego albumów oraz na okładkach singli "Stronger" oraz "Homecoming".
Co do twórczości : 4 albumy. The College Dropout -pierwszy - jeszcze nie trafił do moich(uszu), jednak oceniając po tym, że osiągnął status platyny w Stanach oraz, że znajdował się tam Jesus Walk, jestem gotów powiedzieć, że to sygnalizowało jaki sukces ma przed sobą Kanye. Następny - Late Registration - to już bardzo dobrze mi znany, z którego Diamonds from Sierra Leone, Gold Digger i Touch The Sky na tyle rozkochały mnie w sobie, że Kanye zdobył moje uznanie i pozycję wśród moich ulubionych artystów. Wszystko jednak było przed nami - następnym albumem był Graduation. I wtedy też, po dokładnym przesłuchaniu( wielkokrotnym ) tegoż mogłem stwierdzić, że Kanye, obok Justina, stanie się moim idolem po wsze czasy. Każda piosenka miała coś w sobie, każdej piosenki trzeba posłuchać. Po prostu TRZEBA! Najbardziej znane Stronger, Homecoming czy The Good Life to tylko 3 z 13 genialnych utworów. Osobiście preferuję jeszcze choćby Champion czy Good Morning, ale tak naprawdę trudno wskazać najlepszy. Jeśli chcemy potwierdzenia co do jakości albumu - wystarczy spojrzeć na to osiągnięcie - podwójna platyna. W czasach, gdzie 90% ludzi słucha muzyki w postaci mp3, czy innych plików audio, to spore osiągnięcie. Szczególnie dla kogoś, kto nie tworzy standartowej muzyki popularnej 'dla każdego'. Ale przechodzimy już do ostatniego albumu - 808s & Heartbreak. Sprzedaż dopiero się rozkręca, gdyż płyta wyszła dopiero pod koniec roku 2008, choć i tak osiągnęła już pierwsze miejsca na listach w Stanach. Album promują trzy single - Love Lockdown, Heartless i See You In My Nightmares - osobiście trzy moje faworytki z tego albumu - i dla leniwych powinny wystarczyć by móc przekonać się do tego albumu i wziąć go do ręki, by sprawdzić resztę. Album w całości nagrany przy użyciu Roland TR-808, stąd nazwa "808s", oraz auto-tunera, który zmienia głos wykonawcy. Druga część nazwy, "Heartbreak", mówi o złamanym sercu Kanye po utracie swojej narzeczonej. Artysta opowiada o tym w dziesięciu utworach na albumie, natomiast piosenka "Coldest Winter" została nagrana w hołdzie dla zmarłej mamy wykonawcy. Także świetna, po pierwszym przesłuchaniu od razu wpadła mi w ucho. Na przestrzeni lat widać, że Kanye nie pozostaje w stagnacji, szuka sobie stylu - miesza różne gatunki ze sobą tworząc swój własny. Jest doskonałym przykładem faceta, któremu nie było w życiu łatwo, jednak dzięki swojej niesamowitej osobowości i wytrwałości osiągnął to, o czym marzył.
Tym samym przejdźmy do krótkiego wywodu na temat mojego zachwytu jego postacią. Otóż - nie samą muzyką żyje człowiek. Trzeba mieć z kogo czerpać wzorce. Co prawda, na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Kanye nie powinien należeć do grona autorytetów młodzieży, jednak ja go oceniam nieco pozytywniej. Jedno trzeba o nim powiedzieć - wiele osiągnął, po części dzięki talentowi, a po części dzięki temu, że wykorzystał go, wierzył w niego i znał swoją wartość. West nie udaje skromnego - nie jest taki. Wie, ile jest wart - co więcej - zawsze sobie kpi, mówiąc o sobie chociażby artysta stulecia. I tu nie chodzi o zarozumiałość - jednak dzisiejszemu zakompleksionemu społeczeństwu trzeba stawiać za wzór ludzi, którzy pokazują, że nie trzeba byc takim pokornym, ponieważ to czasem nie wystarczy, by osiągnać marzenia. Trzeba wierzyć w siebie i znać swoją wartość - to jest naprawdę połowa sukcesu.
Choć ja za ucznia Kanye uważać się jeszcze nie mogę, to staram się powoli zmieniać swoje nastawienie, by któregoś dnia móc powiedzieć, że wcieliłem jego słowa w życie.
Pewność siebie. To jest podstawa. Polecam w tym momencie Champion i Amazing - dwa utwory, jakby laurki wystawione samemu sobie. Świetne kawałki - i do słuchania i do czerpania inspiracji.
Jeszcze tylko krótko - jedna kwestia, która stawia Kanye wśród absolutnych wzorców dla mnie - wyczucie stylu, gust. Zawsze świetnie ubrany, wyróżniający się. Dokładnie taki chciałbym być, dlatego też stawiam sobie jego za wzór mody.
Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba
[Blask of M<33]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz